Flaga narodowa

OPINIA. W piątek odbyły się tak zwane debaty w Końskich przed wyborami prezydenckimi. Dzisiaj można przeczytać wiele komentarzy, kto stracił, kto zyskał, jednak najwięcej moim zdaniem straciła na tym „demokracja”.

Trwa kampania wyborcza i jakby ktoś powiedział wszystkie chwyty są dozwolone. Jednak wczoraj mogliśmy zobaczyć spektakl, który nic nie rozstrzygnął, a jedynie mógł niektórych ośmieszyć. Zresztą każdy z dwóch kandydatów, który organizował swoją debatę miał to na celu.

Zawsze po takich spotkaniach, pada pytanie kto wygrał? Na pewno wygrali kandydaci, którzy nie byli zaproszeni, a jednak się tam pojawili. Pokazali, że nie zgadzają się na podział Polski na KO i PIS oraz że demokracja to równy dostęp przez wszystkich do mediów. Oczywiście trudno, żeby w dwóch stacjach prawicowych mówiono dobrze o kandydatach obecnie rządzących partii, jednak pojawienie się tam mogło przekazać osobom, które oglądają tylko te stacje, że Polska nie jest taka jaką im się codziennie serwuje. Mogło przekonać niezdecydowanych, którzy nie są fanatykami, a jednak oglądają te stacje, że może być inaczej. W tym zakresie zyskali na pewno Szymon Hołownia i Magdalena Biejat. Oczywiście zyskał również Karol Nawrocki, który pomimo, że został zlekceważony przez Trzaskowskiego poszedł na jego debatę.

I tutaj przechodzimy do tego kto stracił. Jeśli chodzi o kandydatów właśnie stracił Rafał Trzaskowski. Nie poszedł na debatę do Republiki, pomimo że przecież wiadomo jakie pytania tam padną. Mógł pokazać swoją wizję, pokazać się z innej strony i spróbować przekonać tych niezdecydowanych. Niestety, nie zrobił tego. Za to w eter poszedł obrazek jego samotnego czekającego na innych kandydatów. Do tego zaproszenie dla innych opublikowane po godzinie 18.00. Przecież wiadomo, że na debacie prawicowej nie było wszystkich, nie wszyscy się tam pojawili.

Stracił też trzeci w sondażach, Sławomir Mentzen. Nie pojawił się, nie zmienił swoich planów kampanijnych. W przestrzeni nie przebije się to co mówi teraz o tych debatach, bo wielu interesuje co tam się działo, a nie dlaczego jego nie było. Podobnie jest z pozostałymi kandydatami, którzy się nie pojawili. W kampanii trzeba działać dynamicznie, a być może uda się zamieszać w tym kotle polityki.

Ktoś zadałby pytanie a pozostali, którzy pojawili się na tych debatach, czyli Marek Jakubiak, Krzysztof Stanowski, Joanna Senyszyn, Maciej Maciak. Te debaty to raczej walka o ich rozpoznawalność. Pokazanie swoich poglądów. Jedni wypadli lepiej, drudzy gorzej, jednak pokazali się i z pewnością dali wielu osobom do myślenia. Czy to przemieni się na ich większe poparcie. Pewnie nie, jednak w końcu nigdy nic nie wiadomo.

Podsumowując, najwięcej jednak na tym wszystkim straciła nasza demokracja. Ile to przecież wcześniej słyszeliśmy o powrocie do kwestii demokracji, równości w dostępie do mediów. Niestety, najpierw przepychanki, kto jest organizatorem jednej z debat, później debata tylko części kandydatów.

Mieliśmy więc takie pseudo debaty tylko części kandydatów, gdzie chyba dwóch głównych nie liczyło, że się w ogóle cokolwiek odbędzie. Każdy pewnie liczył, że przeciwnik się nie pojawi i będzie można krzyczeć, że stchórzył. Jednak stało się inaczej, przeciwnicy polityczni popsuli ten plan i później każdy chciał z tego wyjść z twarzą. Były dwie, ale daleko im do faktycznie demokratycznych debat. Nie było wszystkich kandydatów, a jedna w niektórych momentach przypominała trochę wiec partyjny.

Demokracja straciła też, bo poglądy kandydatów utonęły w kwestiach technicznych samych debat, ich organizatorów oraz całej tej „szopki” wokół nich.


Dodam, że oczywiście twardzi zwolennicy kandydatów, czy partii mają już wyrobione zdanie. Powiem nawet, że oni już przed debatą wiedzieli kto wygrał, kto przegrał. Jednak ich zdania nikt nie zmieni. Tutaj jednak toczy się walka o niezdecydowanych i tych, którzy zastanawiają się czy warto iść na wybory. Oni patrząc na to wszystko, niestety mogą zostać w domach…